Usługi ekologiczne:
  • Ocena ekonomiczna
    Nasi specjaliści ocenią opłacalność ekonomiczną planowanej inwestycji. Pomogą wybrać optymalne rozwiązania dla portfela inwestora. Doradzą także w wyborze najbardziej opłacalnych technologii z punktu widzenia ekonomicznego i aspektów środowiskowych.

  • Pozyskiwanie źródeł finansowania inwestycji ekologicznych
    Wykwalifikowana i doświadczona kadra oraz specjaliści ds. funduszy unijnych zapewniają wszechstronną pomoc w poszukiwaniu źródeł finansowania inwestycji ekologicznych oraz w przygotowaniu kompletnej dokumentacji aplikacyjnej.

  • Doradztwo w zakresie wdrażania technologii ekologicznych
    Pomagamy przebrnąć przez szereg aspektów prawnych i formalnych niezbędnych do przeprowadzenia inwestycji proekologicznych (w szczególności aspektów patentowych, cywilno-gospodarczych, niezbędnych pozwoleń budowlanych, wymogów środowiskowych i infrastrukturalnych).

  • Doradztwo prawne
    Służymy pomocą prawną na każdym etapie opracowywania i wdrażania technologii ekologicznych. Nasi prawnicy rozwiązują wszelkie problemy prawne związane z zakupem czy też sprzedażą technologii dla inwestora.

Artykuł
2011-2012 – co było, co będzie?
Drugie półrocze 2011 roku upłynęło pod znakiem polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Sprawy środowiska i klimatu nie odgrywały podczas niej kluczowej roli. Czy będzie o nich głośniej we właśnie rozpoczętym 2012 roku?
To była nie tylko prezydencja rządu polskiego, ale i nasza, społeczna. Pierwsza w ramach UE. Przed jej rozpoczęciem dominowało poczucie niepewności. Przyczyny zewnętrzne to jedno, ale ta niepewność wynikała także z utrzymywania w tajemnicy informacji o przygotowaniach merytorycznych i organizacyjnych. Były one wielką niewiadomą nawet dla tej części społeczeństwa, które interesuje się sprawami europejskimi.

Prezydencję komplikowały przeprowadzone podczas niej wybory do parlamentu, z pewnością utrudniały ją w sensie politycznym.

Rząd chwali się przewodnictwem w Radzie UE i ma ku temu wiele podstaw. Jest też chwalony na zewnątrz. Powszechnie podkreślane jest jego europejskie nastawienie i dobra organizacja. Co do efektów merytorycznych – tu już słychać różne głosy.

Jako obserwator malutkiego wycinka wydarzeń towarzyszących prezydencji – tu w Warszawie i tam w Brukseli, mogę stwierdzić z ogromnym uznaniem dla organizatorów, że w sferze promocji Polski, wyjaśniania jej zagmatwanej historii, eksponowania barwnej kultury, przeobrażeń społecznych, przybliżenia sceny politycznej uczyniono bardzo wiele; być może najwięcej od 1989 roku.

Zaryzykuję stwierdzenie, że stara Europa odkrywała pozytywnie nasz kraj, a zrodzone zainteresowanie być może pozostanie na dłużej, przynosząc korzyści nam obywatelom, politykom, biznesmenom i lobbystom.

Tyle w sferze promocyjnej, która zawsze ma miejsce w okresie prezydencji. A w sferze polityki? Nie będę się wdawać w rozważania inne niż ochrona środowiska i klimatu.

Podzielam wyrażany przez niektórych komentatorów pogląd, że w trakcie intensywnych działań antykryzysowych, zwłaszcza w strefie euro, oczekiwanie, że sprawy środowiskowe będą politycznym credo prezydencji lub że będą interesowały media, byłoby niepoprawną naiwnością.

Ocena polskiej prezydencji w zakresie problematyki ochrony środowiskowej w opiniach krajowych i zagranicznych komentatorów nie jest jednoznaczna i przeważają zdania krytyczne.

Największą porażką okazał się nasz brak konsekwencji i stanowczości w nadaniu ekologicznego wymiaru reformowanej Wspólnej Polityki Rolnej. Postawę Polski podczas końcowych obrad Rady do spraw Ochrony Środowiska w odniesieniu do ochrony bioróżnorodności w polityce rolnej oceniania się negatywnie zarówno w kraju, jak i zagranicą. Najmniej przyjemny aspekt takiego obrotu sprawy leży według mnie w tym, że wiele wysiłku włożono w przygotowania, by kwestie bioróżnorodności miały właściwe miejsce w WPR. Ciepło za to ocenia się postawę Polski w czasie sprawowanej prezydencji w zakresie Wspólnej Polityki Rybołówstwa.

Zachowawczy stosunek naszego kraju do działań na rzecz ochrony klimatu znalazł natomiast również swe odbicie w trakcie konferencji w Durbanie. I choć przeważają krytyczne opinie co do polskiego reprezentowania stanowiska UE, to jednak nie brakuje ocen łagodnie pozytywnych.

Podobnie ocenia się brukselskie działania związane z dyrektywą o efektywności energetycznej. Przeprowadzone sprawnie konsultacje, szereg spotkań merytorycznych i przygotowanie wersji dyrektywy uznaje się za korzystny wkład Polski do działań europejskich i zapewne nasi następcy – Duńczycy skorzystają z efektywnie wykonanej przez nas pracy.

Czy można było skonstruować prezydencję inaczej? Kręgi ekologiczne chciały, aby ta nasza pierwsza prezydencja zapisała się wzniośle w skali Europy. Według nich obszarem, który by to zapewnił była właśnie ochrona środowiska.

Zawirowanie gospodarcze, niepewność sposobu wychodzenia z kryzysu to bez wątpienia dominujące sprawy minionego półrocza. To nawet zrozumiałe, ale nie były to tematy, w których mieliśmy coś do powiedzenia. Dwoma szansami w zakresie ochrony środowiska mogły być sztandarowo traktowana ochrona bioróżnorodności oraz ochrona klimatu. Nie skorzystaliśmy z nich. Nic nowego, ale szkoda.

Komentowane szeroko w Polsce wystąpienie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, według oceny niektórych komentatorów, miało przełamać nijakość prezydentury i być wkładem do dyskusji o przyszłości Unii. Nie miejsce tu, by oceniać powody i racje tego wystąpienia, ale zapewne warto kiedyś poświęcić czas by zastanowić się, czy korzystniejsza dla realizacji celów ochrony środowiska będzie federalizująca się Europa, o której wspominał Sikorski, czy zachowanie instytucji i mechanizmów obowiązujących obecnie i podmiotowa rola państw członkowskich.

Rok 2011 to już przeszłość, przed nami kolejne wyzwania dotyczące klimatu i środowiska.

W 2012 roku czeka świat ważne wydarzenie, jakim będzie konferencja w Rio +20. Poprawię się: ważne dla pewnej części państw i ich społeczeństw. Dziś nie ma już chyba wydarzeń, które zglobalizowany świat uznałby za globalnie ważne.

Część jej programu to wypełnienie nieodpartej potrzeby podsumowań dokonań, jakie nasza cywilizacja poczyniła od 1992 roku, kiedy to przywódcy państw zobowiązali się do kierowania się zrównoważonym rozwojem w polityce lokalnej, regionalnej, narodowej i globalnej. Ale nie wspomnienia będą dominować w czerwcu tego roku. Zielona gospodarka, która pojawiła się w programach rozwojowych państw w chwili objawienia się kryzysu i przerażenia jego skalą będzie tematem kluczowym tej konferencji. Zielona gospodarka zapewne zbliży nas do zrównoważonego rozwoju, choć z pewnością pojawią się nowe dylematy co do zgodności zasad.

Preferowany przez wielu polityków zielony wzrost jest już teraz krytycznie oceniany przez tych, dla których wzrost wiąże się z dalszą eksploatacja zasobów, przestrzeni, brakiem równości dostępu do naturalnych dóbr.

Rok 2012 będzie w dalszym ciągu czasem ciekawej konfrontacji poglądów i działań związanych z kryzysem gospodarczym spowodowanym przez instytucje finansowe i kryzysem gospodarczym, którego przyczyn należy szukać w błędnej – niezrównoważonej gospodarce środowiskiem. Przejawem tej ostatniej są zmiany klimatyczne i rosnące zagrożenie klęskami ekologicznymi.

Wyjście z obu nakładających się kryzysowych sytuacji wymagać będzie środków, śmiałych decyzji, refleksji nad minionym, wielokrotnie straconym czasem. W efekcie może pojawić się szansa sformułowania nowych priorytetów i wzmocnienia wartości ułatwiających rządzenie w sposób respektujący zasady zrównoważonego rozwoju.

Czy politycy zdecydują się na takie działania? Jak dotychczas nie widać zbyt wielu przykładów. A jak zachowają się oburzeni rozproszeni w różnych stronach świata, demonstranci z Wall Street? Dostrzegą kwestie środowiska, poprą progresywnych polityków?

Zobaczymy. Chyba w tych pytaniach wykraczam już poza rok 2012.

Społeczeństwa dokształciły się w ekonomii. Społeczeństwa wyrażające oburzenie są w znacznym stopniu wykształconymi. Umieją wybierać, formułować poglądy, korzystać z technik komunikacji. Nie biegną ku przepaści z okrzykiem „urrrraaa!".

Wydaje mi się, że kryzys precyzuje pragnienia, zacieśnia je. Czy ekologia znajdzie swe miejsce w umysłach oburzonych przewrotnością elit?

Rok 2012 to również wielki festiwal Euro – mistrzostw Europy w piłce nożnej. Można zaryzykować stwierdzenie, że skoro powiodło się nam w prezydencji, to zdamy egzamin jako organizator tego wydarzenia. Był czas, w którym rząd przekonywał społeczeństwo, że buduje drogi, by mogło się odbyć to sportowe święto. Jakby bez piłkarskich meczy budowa dróg nie była społeczeństwu potrzebna... Lubię piłkę nożną, ale nie rozumiem, dlaczego ta europejska impreza nie może odbywać na stadionach, które już są do tego przystosowane. Nie brakuje ich w Europie. Budowanie nowej infrastruktury, zwłaszcza wielkich stadionów, przerzucanie tłumów z jednego kraju do drugiego i promocja browarów nie mają nic wspólnego ze zrównoważonym rozwojem, wspieraniem zdrowych konsumenckich stylów życia, promowaniem kultury i innowacyjności. Tak zwane „zazielenianie" tego typu imprez jest tylko przykrywką dla działań „jak zwykle" i szkoda, że nawet my ekolodzy dajemy się na to nabrać i chętnie ulegamy samooszukiwaniu.

Ciekaw jestem, ile miejsca w naszych mediach zajmą sprawozdania z meczów piłkarskich, a ile czasu poświęcą nasi komentatorzy polityczni, gospodarczy czy społeczni przebiegowi konferencji w Rio.

Mamy też nowe Ministerstwo Środowiska. Zamiast je likwidować, o czym przebąkiwano po wyborach i zamiast połączyć je z Ministerstwem Gospodarki – wprowadzono do niego nowych ministrów z resortu gospodarczego. Oszczędny i mniej bolesny, ale jednocześnie interesujący ruch premiera Tuska.

Ministerstwo Środowiska nie jest wymieniane w różnych noworocznych rankingach jako to, które będzie musiało rozwiązywać trudne sprawy, czy zajmować określone stanowiska. Ciekawe, czy jest to wynik niskiej rangi problematyki ekologicznej w świadomości komentatorów rzeczywistości, czy rzeczywiście problemy ochrony środowiska są rozwiązywane poza tym resortem i jego utrzymywanie w tradycyjnej formule traci powoli sens. Czy znajdziemy odpowiedź na to pytanie w roku 2012?

W roku 2012 nowi ministrowie podkształcą się w ekologii. Może okażą się otwarci na współpracę z organizacjami ekologicznymi, może będą wciągnięci w konflikty z sektorem górnictwa. Zapewne jednak nie rozpoczną debat na tematy, które warto społecznie przedyskutować, bo rząd nie ma takiego zwyczaju. Sporne sprawy – te najgrubsze, czyli atom, gaz łupkowy, gospodarka wodna, bioróżnorodność będą realizowane jak dotychczas. Rząd nauczył się, od czasu konfliktu wokół Rospudy, że należy zachować minimum, nazwijmy to, unijnego porządku ekologicznego, by nie mieć kłopotów ze Wspólnotą i będzie tego minimum dochowywał, choć być może nie bez walki.

Ciekawie może się rysować relacja z organizacjami ekologicznymi, których partnerska postawa lub obojętność wobec administracji będzie stanowić probierz świadomości ekologicznej i politycznej.

Rok 2012 może również nam przynieść niespodziankę w relacjach z Niemcami. Chodzi głównie o nasz program gospodarczy, a w zasadzie energetyczny. Jeżeli do władzy dojdą SPD i Zieloni, będą baczniej przyglądać się naszym planom budowy elektrowni jądrowej i rozwojowi programu wydobycia gazu z łupków. Taki wynik wyborów jest prawdopodobny, choć z drugiej strony wydaje się, że pozycja Angeli Merkel jest nadal mocna.

Dla NGO będzie to rok trudny. Może się bowiem okazać, że ograniczone zostaną środki na działalność pozarządową, nie ze względu na złośliwość rządu, lecz realne problemy budżetowe. Trudność tego roku będzie przejawiać się również w próbach przezwyciężenia pokus legislacyjnych w ograniczeniu prawa do informacji oraz nieposkromionych ambicji uwolnienia organizmów genetycznie modyfikowanych.

Trzeba też będzie znosić sugestie powiązań ekologów z Gazpromem i innymi możnymi tego świata. Cała szczęście, że ci, którzy snują te sugestie najczęściej pracują u "obcych".

A zatem szczęśliwego nowego roku!

Krzysztof Kamieniecki, Instytut na rzecz Ekorozwoju
/http://www.portfel.pl/